Współtwórcy

wtorek, 30 września 2014

POST DOZWOLONY OD LAT 18... czyli PIGWÓWKA

Dzisiaj będzie nie o dzierganiu a o kulinariach.
Weszłam w posiadanie sporej ilości owoców pigwowca.
Zabieram się więc za wykonywanie mojego ulubionego przetworu owocowego :) czyli pigwówki.
W zasadzie powinnam napisać pigwowcówki.

Robię ją od dobrych kilku lat i jest to moja ulubiona nalewka.

Potrzebujemy w zasadzie trzech rzeczy: owoców pigwowca (mniejsze i dużo bardziej aromatyczne od pigwy), cukru i spirytusu ewentualnie innego alkoholu.
Przepisów w Internecie jest bez liku a ja robię ją absolutnie "na oko".
Co roku jest ciut inna ale zawsze pyszna.

Ingrediencje:
niezbędne: pigwowiec, cukier, spirytus (robię jak już pisałam na oko ale potrzebujemy około 1kg owoców, tyle samo cukru i około 1 litra spirytusu),
dodatki: cynamon, wanilia, goździki, skórka pomarańczowa, miód.

Dodanie miodu spowoduje zmętnienie nalewki, bardzo trudno będzie ją sklarować.

Cukru wydaje się być bardzo dużo ale pigwowiec jest niezwykle kwaśny i ja czasami jeszcze dosładzam trunek.

Owoce szorujemy szczotką, bardzo, bardzo porządnie.
Dzielimy na ćwiartki i wycinamy gniazda nasienne.
Następnie kroimy na małe kawałki i zasypujemy cukrem.Po chwili puszczają sporo soku.
Tu jest wiele szkół ale ja jestem niecierpliwa i po prostu podgrzewam owoce z cukrem.
Lekko bo one pomimo kamiennej twardości lubią się rozgotowywać na pulpę.
Podgrzewam je do momentu rozpuszczenia cukru, po wystudzeniu wlewam spirytus i szczelnie zakręcam.

Owoce można zalewać kilkakrotnie ale ja tego nie robię, po wyciągnięciu ich z nalewki przesmażam je raz jeszcze z cukrem i pakuję do słoików.
Takie spirytusowe lubię najbardziej do zimowej herbatki...

Kończę już ten wpis.
Usuwanie gniazd nasiennych to bardzo pracochłonny proces a ja jeszcze nie zaczęłam.

Pozdrawiam





niedziela, 28 września 2014

DROPSOWY OPIS i znowu babcine kwadraciki


Witam niedzielnie :)
Zabrałam się za żakardowe skarpetki, o których pisałam tutaj
I utknęłam przy opisie wzoru...

"W TYM SAMYM CZASIE w 1-szym okr., równomiernie zamknąć 6-0-0 o. = 66-72-72 o. i w ostatnim okr. równomiernie zamknąć 0-2-2 o. = 66-70-70 o. Po przer. 1 raz na wysokość schematu A-3, dalej przer. następująco: A-4 (= 3 o.) A-5 (= 25-29-29 o.), A-4 (= 3 o.) i A-6 (= 35 o.) – zamknąć jak oznaczono w schemacie A-6. Po przer. A-5 i A-6, zostaje 62-66-66 o. Zdjąć na drut pomocniczy 31-35-35 pierwszych o. (= o. z wierzchu: A-4 + A-5 + A-4) = zostaje 31 o. na piętę"


Oczywiście nie jest to zbyt skomplikowane o ile nie próbuje sie dziergać z bolącą głową i po całym męczącym dniu...
Co i tak nie zmienia faktu, że polskie wzory na stronie Dropsa uwazam za opisane w sposób "ciut" nieczytelny.
Wracając do skarpetek.
Zanim zorientowałam się co autor miał na myśli dałam sobie spokój i zamiast zastanawiać się nad opisem skarpetki...wyciągnęłam resztki włóczki Drops Delight i wydziergałam kilka kwadratów.
Wymyśliłam już nawet co z nich zrobię ale oczywiście potrzebuję ich ciut więcej niż siedem.
:)
I chyba z kwadracikami jest tak jak z chustami.
Lekko uzależniają.


I jeszcze moja rozpoczęta skarpetka ze wzoru Dropsa.
Skończę kwadraciki to do niej wrócę.
Prawdę mówiąc żakardowe wyroby nie należą do moich ulubionych.



Miłej niedzieli.
W Gdańsku super pogoda a ja niestety walczę z przeziębieniem.
Kwadratów przybędzie ale szkoda tak pięknego dnia.


piątek, 26 września 2014

TESTOWA CZAPKA OD TRUSCAVECZKI

Dzień dobry :)

pomimo lekkiego trzęsienia ziemi w pracy (dzisiaj zaczęło przybierać rozmiary katastrofy ale nie zapeszajmy, jestem optymistką, będzie lepiej) udało mi się w tym tygodniu zakończyć jeden mały projekt.

"Załapałam się" na swoje pierwsze testowanie wzoru.
Jest to czapka Pieris od Truscaveczki z bloga Zespół Niespokojnych Rąk
Czapka ma nietypową konstrukcję, jej zrobienie wymaga umiejętności techniki rzędów skróconych ale wzór jest bardzo czytelnie rozpisany i myślę, że każdy sobie poradzi.
Wzór jest już na RAVELRY

Mój egzemplarz zostanie podarowany :)
Potrzebne do jej wydziergania są druty 4,5 oraz 5 (pończosznicze lub z żyłką), drut do robienia warkoczy i dość gruba włóczka.
Czapka powstała z wełny Aran Artesano w kolorze Deep Teal.
50% wełny i 50% alpaki. 132m w motku (100g).
Jest bardzo ciepła i nie gryzie. Wełna jest dość gruba więc dzierga się błyskawicznie.
Koleżanka, która czapkę mierzyła, zachwyciła się.
Twierdzi, że jest idealnej wielkości i patent z nierównym ściągaczem jest super!
Zdjęcia, z konieczności zrobione na szybko i w domu.
Bardzo dobrze wygląda z moją pasiastą chustą zrobioną niedawno ale została już obiecana.

A a'propos chust... miałam dzisiaj taki okropny dzień, że w biegu zgubiłam moją chustę Connemara...
Zdążyłam wyjść w niej z domu dwa razy...
Żal mi jej strasznie.
Cóż, pewnie na druty trafi niebawem jakaś cieplejsza wełna...

Wklejam zdjęcia czapki.
Jeżeli będzie pogoda i namówię kogoś na sesję plenerową, zostaną może wymienione.


środa, 17 września 2014

OCZOPLĄŚNE PODUSZKI

Zastanawiam się "co teraz"?
Swetry (w ilości hmmm cztery?) leżakują i czekają na mój lepszy dzień.
Kolejną chustę?
Poncho dla Dziecka?
Poncho pewnie wskoczy na szczyt listy ale najpierw muszę zrobić porządek z włóczką.
Wełna na udzierg jest z odzysku i muszę ją zwinąć w kłębki.

Poncho będzie wielkie, obszerne, szerokie, ciepłe.
Z kangurzą kieszenią.
Olbrzymim golfem, który może spełniać również rolę kaptura.
Jednobarwne.
Beż ażurów.
Bez warkoczy.
Gruba grafitowa wełna i druty numer 7!
Doskonałe jako praca po serii ażurowych i bajecznie kolorowych chust, szali, kocyków i ... poduszek.
Przy słowie poduszka zatrzymałam się na moment.
Przeszukałam koszyk z robótkami i wyciągnęłam niedokończoną poduszkę, która powstawała do towarzystwa pledowi Bohemian Oasis.
Wzór dostępny jest na stronie DROPSA
Zachwycił mnie tym szaleństwem barw.
Był już prezentowany na blogu ale "odkurzam" go ze względu na drugą poduszkę, która powstała dzisiaj.

Wełna to Drops Delight.
Taki zestaw kolorów jak w dropsowym wzorze.
Właśnie ją skończyłam.
Na zielonym uszaku poduszki prezentują się przyzwoicie.


Bohemias oasis - crochet pillow case

Bohemian oasis - pillow case
 Efekt oczopląsu pojawia się kiedy w kadrze znajduje się kocyk..


Bohemian Oasis - crochet pillow case

I jeszcze jedno zdjęcie pledu. To bardziej odzwierciedla bogactwo kolorów.

UFF, cieszę się, że mogę usunąć kolejną pozycję z listy DZIEJE SIĘ.
Trochę za dużo na raz się dzieje więc efekt jest taki, ze nie dzieje się prawie nic.

Poduszka znika z listy.
Wyciągam kolejną robótkę do dokończenia.


Akcent muzyczny - tym razem jedyne skojarzenie z tym "nie dzieje się...'

niedziela, 14 września 2014

GINGKO W KOLORACH JESIENI



Moja Jesienna Gingko się suszy.

Jutro sesja wieszakowa :), póki co zdjęcia z blokowania.
Zrobiłam ją z wełny estońskiej (800m w 100g), druty 3,25.
Darmowy wzór na chustę można znaleźć na Ravelry - TUTAJ
Estońska włóczka...
Nie jest to moja ulubiona Malabrigo ale cóż.
Wełna bardzo nierówna. Momentami cieniutka jak nici do szycia maszynowego, chwilami kilkakrotnie grubsza.
W dodatku często zdarzały się w niej wplecione fragmenty siana (?)
Zgrzebna, niedoczyszczona ale ładna kolorystycznie.
Kupiłam jeden motek i został mi jeszcze kłębek, z którego wyjdzie...następna ażurowa chusta.

Jesienny kolor włóczki jest tak pośrodku pomiędzy tym, co widnieje na zdjęciach.
Ani taki jaskrawy ani też taki bez wyrazu :)

AKTUALIZACJA

Kolejną zaletą mglistych chust jest to, że schną błyskawicznie.

Tak prezentuje się moje (a) Gingko podczas sesji wieszakowej.
Gingko shawl
Gingko shawl

Gingko shawl

Gingko shawl
Gingko shawl

Gingko shawl
Gingko shawl



Jesień się zbliża, pora więc zabrać sie za dokończenie większych prac.
Wyciągam z koszyka sweter dla Małżona...
Mam już jakieś 40%.
Koniec tego "chustowania". Chust i szalików mamy naprawdę sporo.
Chociaż nie, mam do zrobienia komin, entrelakowy.
Zrobiłam go w ubiegłym roku ale sprułam - był za szeroki, pokazywałam go już (tutaj).
Entrelakowanie trochę trwa, może więc wyciągnę też tę robótkę i będę dziergała równolegle ze swetrem?
Jutro wkleję resztę zdjęć.
Na dzisiaj dosyć tego dziergania.
Skończę tylko słuchać odcinek "Idioty" Dostojewskiego.
Miłego wieczoru.







czwartek, 11 września 2014

Jesień idzie...

nie ma na to rady :)

Jesiennie zrobiło się za oknami i chyba tylko to jest powodem, dla którego siedzę nad Gingko...
Jak na robótkę po zmęczeniu zbyt wielką ilością oczek to chyba nie jest najszczęśliwszy wybór.
Chustę robię na drutach 3,25, z wełny estońskiej. Oczywiście 800m w 100g.
Nitka jest w niektórych miejscach cienka jak włos...
Jest jej na razie tylko nieduży fragment. Na drutach mam już ...150 oczek.
To druga chusta wykonana przeze mnie z estonki.
Tym razem nie stresuję się tak bardzo, że rozpadnie się podczas blokowania.
Nie jest to może moja ulubiona wełna ale te kolory...
Tak wygląda chusta entrelakowa z estońskiej wełny:


Gingko na razie wygląda mało okazale.
Zdjęcia zrobiłam trybem rozmazującym większość kadru ale oddającym najbliżej oryginalny kolor.
Pora najwyższa zaprzyjaźnić się z jakimś programem do edycji zdjęć.
A także opanować trochę praktycznych umiejętności fotograficznych.

Póki co mam jej taki fragment.
Postanowiłam przypiąć ja do podłoża i zmierzyć bo trudno oszacować wielkość chusty kiedy jest na drutach.
Obecnie, górna krawędź (czyli dół zdjęcia :)) ma około 80cm.


Kolory układają się w szerokie pasy, ale to z każdym rzędem będzie się zmieniać. Jest za to absolutnie jesienna kolorystycznie.
Nie wiem kiedy zacząć ażurowy wzór. Muszę policzyć oczka i zdecydować czy chcę aby ażurowa część była spora.


Tak swoją drogą niebawem przestanę wykonywać zdjęcia chust metodą "wieszakową".
Stanę się bowiem szczęśliwą posiadaczką metalowego manekina z odzysku.
Rozmawiałam o czymś takim z Małżonem i wczoraj ... znalazł przed domem taką porzuconą Denatkę (Denatki, której właścicielką jest Intensywnie Kreatywna nie muszę zapewne przedstawiać nikomu dziergajacemu :))

W związku ze znaleziskiem, przeprowadziłam wczoraj komiczny dialog na WhatsAppie z moim Dzieckiem:

Ja:
"Papa
Znalazł przed domem starą denatkę.
Przywiezie mi ją :)"

Marcia:
"Starą denatkę?
Przypomnij mi czym była stara denatka, proszę"

Ja:
"Manekin.
Metalowy :)"


Tak więc Denatka z recyklingu zamieszka za czas jakiś z nami i dzięki temu zaprzestanę fotografowania wieszaków z chustami.


Uciekam.
Przesiądę się niedługo na nowy komputer i wtedy zabiorę się za opanowywanie różnych blogowych opcji.
Teraz opublikowanie prostego wpisu trwa lata świetlne.
A chciałabym zrobić galerię, pobawić się obróbką zdjęć etc.
Zakładam, że z nowym komputerem będzie to już przyjemność bo błyskawicznie będzie wykonywał moje polecenia.

Miłego dnia.

wtorek, 9 września 2014

SZCZUREK CZYLI MAŁE FORMY

Dobry wieczór,

przy okazji wyjazdu Marci, naprędce zajęłam się łataniem, zaszywaniem, naprawianiem i przerabianiem.
Nie zdążyłam oczywiście wydziergać skarpet (mam się wyrobić do zimy, kiedy to Marcia zjedzie na Boże Narodzenie do domu).
Powstało za to opakowanie na komóreczkę.
Z wielką przyjemnością wydziergałam coś tak małego i przy okazji postanowiłam wkleić tutaj zdjęcia, które nazwijmy umownie "małe formy".
Teraz lojalnie uprzedzam, zmuszona jestem opowiedzieć ciut przydługą historię.

Zdjęcie pierwsze - Szczurek. Wersja 1.0.
Szczurek Nici, wersja 1.0. Girona


Szczurek został nabyty drogą kupna przez mojego Lekko Udomowionego Mężczyznę jako erzac, niedługo po tym jak okoliczności życiowe zmusiły go do poszukania rodziny zastępczej dla posiadanych przez niego gryzoni.
Gryzonie były dwa, miały jakieś egzotyczne, japońskie imiona, których nie potrafiłam opanować.
Dość szybko zostały więc przemianowane na łatwe do zapamiętania: Ping i Pong.

Niestety, w związku z wypadkiem w pracy, koniecznością kolejnych operacji oraz rehabilitacji w Polsce, Ping i Pong musieli się wyprowadzić do domu zastępczego.
Tak więc któregoś dnia, Małżon wrócił z okolicznej galerii handlowej ze Szczurkiem.
Szczurek dość szybko awansował w domowej hierarchii ważności i zaczął być zabierany na wszelkiego rodzaju wyjazdy.


Tutaj - Szczurek na kawie, na lotnisku.
Szczurek na kawie, lotnisko Rębiechowo

Jak widać, Szczurek w wersji 1.0 nie miał jeszcze zbyt wiele wspólnego z dzierganiem.
Konieczność dziergania a raczej, czy ja wiem jak to nazwać, operacji plastycznej, pojawiła się któregoś dnia po moim powrocie do domu.
Nasza suka, Melka, seterka szkocka tyleż piękna co charakterna, z coraz większym oburzeniem przyglądała się rosnącej zażyłości Jej Osobistego Pana i pluszowego gryzonia.
Któregoś razu, po powrocie do domu, znalazłam Szczurka 1.0 w stanie wskazującym na bliskie spotkanie z potężnymi szczękami Melki.
Było to dość nietypowe zachowanie gordonki bo ona w zasadzie, od czasu szczenięctwa, niczego nie zniszczyła.
Gryzoń był w stanie dość opłakanym.
Nie miał oczu, kawałka nosa i całego ucha a także większej części bujnej czuprynki.
Po reanimacji i drobnych zabiegach upiększąjaco - plastycznych, powstała Wersja 1.1 naszego Szczurka:
Szczurek Nici, po operacji, wersja 1.1
Może ciut przerażający, z tymi guzikowymi oczami jak z Koraliny Neila Gaimana... Małżon twierdził, że wygląda jak twardziel.


Niestety, wydaje mi się, że Szczurek 1.1 nie uwierzył w swoje bezpieczeństwo w naszym domu i podczas kolejnego wyjazdu, zaginął.
Nie wiemy nawet zbytnio gdzie, urwał się gdzieś pomiędzy Segovią a Avilą.
Nie udało się nam go odnaleźć...

Lekko Udomowiony Mężczyzna był niepocieszony a ja zostałam obarczona winą za niedopilnowanie gryzonia na wycieczce.
W dodatku okazało się, że kupienie pluszaka z kolekcji 2008 (chyba) nie jest wcale takie łatwe.
Udało się go znaleźć dopiero w tym roku i w ten sposób w naszym domu pojawiła się Wersja 2.0 Szczurka.

Tym razem postanowiłam zrobić coś aby był choć cień szansy na odnalezienie zguby.
W związku z wyjazdem Małżona i Szczurka do dość chłodnej Irlandii, Szczurek 2.0 został przeze mnie odpowiednio wyposażony.
Otrzymał ekwipunek małego podróżnika: płaszczyk z kapturkiem na chłody oraz plecak, w którym ma na zanętę drobne monety oraz kartkę z numerem telefonu i mailem




oraz prośbą o kontakt.

Szczurek Nici, wersja 2.0, skalista plaża, gdzieś w Irlandii...
Jak widac, na chłody Szczurek jest wyposażony.
Gorzej z upałem.
Potrzebne mu będą bermudy w kwiatki...
Jak ja to wydziergam?
:)


I na koniec jeszcze, zdjęcie etui na komórkę Marci.

Na koniec krótkie podsumowanie projektów większych niż "godzinne".
Mam rozgrzebanych, w fazie bardzo wstępnej, kilka robótek.
Nie wiem kiedy to wszystko skończę i kiedy będę mogła pochwalić się skończonymi pracami.
W dodatku, podczas dzisiejszej przejażdżki rowerowej (22 km :)) mijała mnie dziewczyna na rowerze, która miała na sobie bardzo ładne poncho.
Wiecie już oczywiście, prawda?
Poncho by się przydało i mam akurat taką ładną wełnę na nie...
NIE.
Będę twarda...
Może jakaś GRUPA WSPARCIA?
:)

piątek, 5 września 2014

CONNEMARA / FINISZ

Jest.
Blokuje się.
A ja odpoczywam :)
Długie było to dziergadło, nie powiem.
Druty 3,25 z żyłką 150 cm.
Ostatnie rzędy z jakąś astronomiczną ilością oczek "robiły się" bez końca.
Ta chusta miała wyglądać inaczej ale okazało się, ze mam za mało włóczki.
Dokupienie, jak zwykle okazało się niezbyt proste.
I tak pochłonęła dwa motki Malabrigo (Silky Merino w kolorze Piedras, trzy motki Dropsa Delight i jeden Fabel).
Ale efekt końcowy nie jest zły :)
Wydawała mi się ciągle mała ale oczywiście podczas blokowania zaczęła rosnąć i jest naprawdę spora.
Duża i ciepła. Akurat taka jakiej potrzebowałam.
Blokuje się na łóżku, górna krawędź ma więc około 2 metrów.
Na razie zdjęcia z blokowania.









I słucham sobie.
Miało być coś w klimatach celtyckich i postanowiłam zerknąć co słychać u Loreeny Mckennitt.
I proszę jaka niespodzianka.
Noc w Alhambrze mi się wyświetliła.
To się podzielę.
Połączenie geograficzno-klimatyczno-nastrojowe idealne bo ja blokuję a Marcia pakuje walizę i jutro wieczorem Alhambrę będzie miała tuż pod nosem.

Aż się rozmarzyłam. Chciałabym w przyszłym roku móc posiedzieć tam i popatrzeć na księżyc nad Alhambrą.
To jedna z ładniejszych scenerii dla księżyca.
A ja mam chyba duszę tułacza i zaczynam tęsknić za wędrowaniem zanim jeszcze na dobre rozgoszczę się w domu.



Jeszcze tylko pro forma - zdjęcie chusty w sesji wieszakowej.
Kolor chusty to coś pomiędzy zdjęciem nr 1 a nr 2 i 3...


poniedziałek, 1 września 2014

POWRÓT DO JESIENNEJ RZECZYWISTOŚCI

Po rzymskim upale, Gdańsk zaprezentował się nam iście jesiennie.
Nie wiem czy jest tak zimno, czy też to efekt szoku termicznego.
Plus sytuacji - aż się chce wyciągnąć druty i zabrać za jakiś jesienny sweter lub...szalik :)
Może chustę?

W pierwszej wersji chciałam zdać tu dłuższą relację z podróży ale zmieniłam plan.
Będzie krótko i ze zdjęciami.

Jadąc do miasta takiego jak Rzym, mamy mniej więcej wyobrażenie tego co zobaczymy.
Koloseum, Forum Romanum, Fontanna di Trevi, Plac Hiszpański i słynne schody,  Campo de Fiori, Piazza Navona, Trastevere...
Hasła i towarzyszące im obrazy.

Potem lądujemy, jedziemy autobusem z lotniska do centrum miasta i nagle zza zakrętu wyłania się rudawa budowla. Zasłaniają ją jakieś krzaki i samochody ale widzimy łuki.
Rzymski akwedukt zapewne, łuki ma...
I nagle dociera do nas, że to co widzimy to symbol Wiecznego Miasta, Koloseum...
Nie można się chyba przygotować na to jaki jest Rzym.
Dla mnie to miasto-muzeum. Miasto upału, zmysłowych barokowych fontann Berniniego, niezliczonych kościołów, do których nie wchodzimy bo przecież akurat w tym nie ma żadnej z prac Caravaggia a jeszcze tyle do zwiedzenia...
Wąskich uliczek i lodziarni oferujących lody o 150 smakach (polecam...bazyliowe).

Nie kocham jakoś szczególnie baroku z jego przepychem ale trudno przejść obojętnie wobec barokowych budowli tego miasta.
Mnie jednak najbardziej oczarowały i rozbawiły...obeliski pokryte hieroglifami, piramida stojąca nieopodal stacji metra o tej samej nazwie i wąskie uliczki Zatybrza.
Chciałabym jeszcze kiedyś móc zjeść antipasti (kwiaty cukinii nadziewane ricottą) siedząc na Campo de Fiori, nieopodal pomnika mrocznego Giordano Bruno (nic dziwnego, że tak wygląda, to właśnie tutaj Giordano Bruno spłonął w 1600 roku na stosie...)
Dość tych wywodów.
Czas na zdjęcia.Kilka i z konieczności wykonane małpka bo i tak spakowanie się na 4 dni do małego bagażu podręcznego to jednak wyzwanie.
Podpisy dodam im później bo...chciałabym zrobić choć kilka rzędów mojej chusty.
Chyba ją skończę bo musiałabym dokupić motek włóczki a to nie jest takie proste.

Na początek akcent dziewiarski.
Rzymskie konie dorożkarskie: